Osiągnięcia

I miejsce Marty Mościckiej w konkursie „Świat widziany oczami dziecka z FAS”

I miejsce Marty Mościckiej w konkursie „Świat widziany oczami dziecka z FAS” 25 pażdziernika w Zespole Szkół Nr17 w Białymstoku  odbył się finał VI  edycji Konkursu „Życie z FAS? – Dziękuję, nie piję!”w ramach którego przeprowadzono konkurs fotograficzno- literacki „Świat widziany oczami dziecka z FAS”
Głównym celem konkursu było ukazanie jak cudownymi i wielorakimi są owoce abstynencji w ciąży, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu spożywanego przez matkę w ciąży dla dziecka poczętego, a każda jego ilość wiąże się z ryzykiem uszkodzenia płodu. Miło jest mi poinformować, że Marta Mościcka uczennica klasy III e zajęła I miejsce. GRATULACJE!
opiekun Małgorzata Łupińska

Poniżej praca Marty

                                                       Niespodziewany list

A na tym świecie istnieje wiele drzwi. Ale żadne nie są otwarte dla mnie. Czym jest życie, jeśli umarło się już na starcie? – Kiedy stoisz przed lustrem i wiesz, że twoje ciało wcale nie jest ludzkie. Szeroko rozstawione oczy, które potrzebują tylko zrozumienia.

Próbuję zatrzymać ludzi na ulicy i zapytać ich, kim jestem. Ale się ich boję. Jestem wrażliwy na ich dźwięk i dotyk. Przez moje ciało przepływa milion impulsów. Wszyscy czegoś ode mnie chcą. Nie potrafię uchwycić chwili. Zatrzymuję się w miejscu i próbuję odnaleźć myśl, która mnie tu zawiodła. Ale jej już nie ma. I nie będzie jej jutro ani pojutrze.

I znowu uciekam w objęcia matki, która jest jedynym moim azylem. A ona jak zwykle ze łzami w oczach, da mi buziaka w ten mały krótki zadarty nosek. Widzę, jak się przy mnie męczy. Przez wiele godzin nie odchodzi od mojego łóżka.

Mój sen gdzieś się ulotnił. Strasznie mnie to drażni. Próbuję liczyć w głowie barany, ale nie jestem w stanie nadać im kształtu ani koloru. Są jakieś zdeformowane. Rozpływają się jak… to coś na niebie. Wpadam w ogromną furię. Już nawet płacz mi nie pomaga ani kopanie w łóżko nóżkami. I wtedy biorę do rączek mojego misia. Przyglądam mu się uważnie. On ma takie mięciutkie łapki, a moim paluszkom brakuje płytki paznokciowej.

Próbuję udać się do kuchni po szklankę mleka. Ale nie jestem w stanie po raz kolejny odnaleźć drogi. Stoję pośrodku korytarza i czuję się jak w wielkim labiryncie. Ktoś zapala światło. Strumień promieni świetlnych razi mnie. Upadam i toczę się przez wąski korytarz jak bezwartościowa bryła.

Słyszę tysiące szmerów, których  nie mogą odebrać moje nisko osadzone uszy. Próbuję coś wyszeptać, ale brak mi słów. Tak, jakby potłukły się wraz ze mną albo uciekły z moim snem.

Budzę się w moim łóżku, nawet nie wiedząc, że wczoraj byłem umarły. Mama ubiera mnie tak, jakby ubierała malutką laleczkę z porcelany. Spogląda na wskazówki zegara, których nawet nie jestem w stanie ogarnąć. Czarne kierunkowskazy krążą nieuważnie po okrągłej tarczy. Uciekają i powracają, zmieniając cyferki.

Moje malutkie wargi bez oznak czerwieni spożywają poranne śniadanie. I zaraz wyruszę w nową drogę do szkoły. Dostaję od rodziców kieszonkowe. Jestem dumny, że za jedną złotówkę będę w stanie kupić nie tylko lizaka, ale też wszystkie dobrodziejstwa, jakie kryje szkolny sklepik.

Pakuję do plecaka jeszcze okulary dziadka i gazetę taty, bo przecież leżą tak blisko mnie. Słyszę głos, abym je zostawił. Zostaję po raz kolejny ograniczony. Zabierają mi to, co należy do mnie. Po prostu nie kochają mnie.

Na szkolnym korytarzu nie odczuwam własnego ,,ja”. Ocieram się o ubrania nikomu nieznanych osobników. Dookoła stosu tablic informacyjnych, drzwi i sali. Rzucam się na podłogę ze łzami w oczach. Nie znam powodu i sensu dalszego życia…

- Aniu, dziś nie wpadniemy z Markiem na wino. Opijemy nasz sukces, jak Antoś przyjdzie na świat. Odkładam telefon i jeszcze raz biorę do ręki ten przypadkowy ,,list” zostawiony za wycieraczką mojego samochodu.

Log in